dlaczego ten blog..

Założyłam tego bloga dla mojej chrześnicy Natalki Staśko. Zdiagnozowano u niej nowotwór złośliwy Neuroblastoma IV stopnia. Jest już po 8 cyklach chemii, operacji wycięcia guza, autoprzeszczepie, megachemii i radioterapii. Teraz czeka ją droga zagraniczna terapia. BYĆ MOŻE TEN BLOG PRZYCZYNIŁ SIĘ DO TEGO, ŻE UDAŁO SIĘ TĘ TERAPIĘ ZORGANIZOWAĆ.. Z TEGO MIEJSCA CHCIAŁABYM WSZYSTKIM PODZIĘKOWAĆ ZA POMOC I WSPARCIE.. Dziękuję ;* Natalka jedzie do Włoch na leczenie! :)Co się u niej dzieje można śledzić na ttp://natalkastasko.blogspot.com/ oraz https://www.facebook.com/natalka.stasko

sobota, 14 czerwca 2014

Moje najulubieńsze uzależniające słodkie batoniki owsiane BEZ CUKRU!

Są pyszne! Totalnie uzależniające! Świetne do pracy lub gdziekolwiek jako przekąska. Zawsze mam jednego lub dwa batoniki w torebce :) Oczywiście przepisu Nigelli, ja je jednak robię po swojemu, czyli na mleku niesłodzonym i o trochę innych proporcjach.



 Zrobiłam z oryginalnego przepisu i mi nie wyszły, wróciłam więc do mojego wymuszonego brakiem jak zwykle potrzebnych składników :)

Składniki:
  • 350 g mleka zagęszczonego niesłodzonego (w kartoniku! Takie jak do kawy)
  • 2,5 szklanki płatków owsianych górskich (ok 210g)
  • 50 g skórki pomarańczowej
  • garść siemienia lnianego
  • garść słonecznika
  • garść rodzynek
 (w sumie wszystkich sypkich ok 380, do 400g!)
 Mleko przelewam do miski i podgrzewam w mikrofalówce. Musi być gorące lub dobrze ciepłe. Do mleka wsypuję pozostałe składniki i dokładnie mieszam. Odstawiam na 10-15 minut aby mleko wchłonęło w płatki. Następnie na prostokątną blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia wysypuję moje cisto (tak, wysypuję :)) rozprowadzam dokładnie i leciutko dociskam. Piekę w 130 stopniach przez godzinę. Po tym czasie wykładam blaszkę z piekarnika i zostawiam do wystudzenia. Po 15 minutach wyciągam z blaszki i kroję na 20 prostokątnych batoników. Delikatnie je rozdzielam i zostawiam do całkowitego wystygnięcia. Ja zawijam batoniki nie w żaden papier tylko w folię aluminiową i tak mogę bezproblemowo je transportować w torebce i zajmują tyle miejsca co normalny wafelek czy batonik.


Pozostałe batoniki (zawinięte w folię) przechowuję w pojemniku w lodówce. Przetrwają bez problemu tydzień a może i dłużej jednak pewnie zostaną wcześniej zjedzone.

Są naprawdę pyszne, nie potrzebują ani grama cukru ani żadnego słodzonego mleka. Najbardziej smakują mi ze skórką pomarańczową i rodzynkami, pyszne są również z posiekanymi śliwkami suszonymi. Można również posypać je z wierzchu przed pieczeniem kakaem - bardzo smaczne :) Zrobiłam raz tak jak w oryginale z wiórkami kokosowymi - były bardzo słodkie ale nie dało się ich jeść tak się kruszyły - nie polecam tego dodatku. Suszona żurawina w tych batonikach też jest jak dla mnie za intensywna.  Kończąc dodatki ogranicza tylko nasza wyobraźnia :) Zależy kto co lubi!

Smacznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz